Dezyderata

W tym roku, podczas wakacji, przydarzyło mi się kilka bezsennych nocy. Właściwie rzecz to normalna dla dziennikarza-wolnego strzelca, któremu po okresie letniej posuchy przestaje zgadzać się bilans na koncie. Dla mnie to jednak precedens. Od zawsze śpię dobrze, nawet przy dużym stresie i to ratuje mnie przed nierzadką w tym zawodzie i coraz częstszą u kobiet w moim wieku, paranoją. Dlatego potraktowałam sprawę poważnie. Spokojna autoanaliza przyniosła ciekawe rezultaty, którymi postanowiłam się z Wami podzielić, drodzy Czytelnicy mojego bloga i zwracam się zarówno do tych, którzy znają i popularyzują prozę Paulo Coelho, jak i do tych, którzy, podobnie jak ja, znieść jej nie mogą.

Otóż głównym źródłem mojej bezsenności okazała się postawa walcząca, którą od dawna, ale ostatnio z większym natężeniem, przyjęłam w życiu. Z jakichś przyczyn, już we wczesnym nastolectwie powzięłam przekonanie, że losy tego świata spoczywają w moich rękach i są sprawy, sytuacje, zdarzenia, które bez mojej interwencji po prostu nie mogą się odbyć. Zaniechanie uczestnictwa, choćby symbolicznego: poprzez telefon, mail, czy krótką rozmowę w odpowiednim momencie, stało się dla mnie niewybaczalnym grzechem. Stąd wrażenie wiecznej aktywności, ba, fakt nawet, bo moi bliscy komentują, że nie sposób zastać mnie po prostu siedzącą na kanapie, niepodobna przyłapać na liczeniu płatków w kwiecie stokrotki, nie zdarzyło się nikomu nakryć mnie na poobiedniej drzemce. Jestem zawsze w pogotowiu, zawsze z zakasanymi rękawami, telefonem włączonym, czujnym okiem wychwytująca potencjalne katastrofy, którym z całą pewnością uda mi się zapobiec.



Jako osoba głęboko racjonalna, wierzę, że istnieje jeden właściwy sposób rozwiązania problemu. Chcę podpowiedzieć ten sposób wszystkim, którzy z różnych przyczyn nie potrafią dostrzec go sami. Mało tego, przez lata udawało mi się to, choć przyjaciele ostrzegali: nie zawsze ludzie postępują niewłaściwie z głupoty. Czasami błądzą z fantazji, z potrzeby szaleństwa, albo po prostu ze złej woli. Nie wierzyłam, nie wydawało mi się możliwe, że ktoś świadomie brnie w złym kierunku. Starałam się przynajmniej dać odczuć delikwentowi, że nie zgadzam się z jego/jej wyborami. I wtedy dopiero odchodziłam w spokoju.

Do tego, przez lata udawało mi skraść te kilka godzin snu na dobę, podczas których aktywnie, intensywnie, dobitnie, ale jednak spałam. Mam wrażenie, że z czasem coraz więcej osób nauczyło się na mnie polegać. W końcu nigdy nie zawiodłam. Nie warto też było ze mną zadrzeć, bo choć raczej spokojna, poważnej zniewagi nie wybaczałam nigdy, a na wymierzenie zemsty potrafiłam czekać latami. Mój zodiak mnie opisał, stałam się bykiem z mozołem, ale niestrudzenie orzącym pole ignorancji, gotowym wziąć na rogi każdego, kto stanie mu na drodze.

Skąd więc kryzys? Być może okazało się, że nawet to mocarne stworzenie ma granice swojej wytrzymałości. Być może moje życie skomplikowało się jeszcze o tę krztynkę, o ten ciut, który sprawił, że puściłam kilka ze zręcznie dotychczas trzymanych postronków i wszystko diabli wzięli. To właściwie nieważne. Ważne jest, że nie chce mi się dłużej walczyć. Ani o naprawę świata, ani o naprawę ludzi. Nawet tych, których kocham. Postanowiłam żyć i dać żyć innym. Nawet jeśli robią to głupio. Na więcej bezsennych nocy po prostu mnie nie stać. Co do słuszności swojej decyzji jestem przekonana, bo gdy tylko odłożyłam na moment miecz i tarczę, gdy tylko zeszłam z barykady, gdy przestałam w myśli analizować jedynie słuszne scenariusze dla moich szefów w telewizji, moich przyjaciółek, moich dzieci, mojego partnera, jego dzieci, premiera Tuska i jego syna, oraz prymasa Kowalczyka, zasnęłam snem sprawiedliwego. Co i Wam polecam.

Tu glosa: odcinki mojego bloga piszę w różnych stylach i w różnym nastroju. Po pierwsze dlatego, że umiem. Po drugie dlatego, że lubię. Czasem piszę wprost. Najczęściej zupełnie nie. Odradzam analizę językową, aksjomatyczną i eschatologiczną tego błahego ćwiczenia, szczególnie na łamach mediów. Może ona spowodować nieoczekiwaną kompromitację komentatora. Bo czy można poważnie zastanawiać się, czy metafora byka orzącego pole jest słuszna, czy nie? To nie jest literatura, tylko blog: luźny zapis myśli, pisany ad hoc i ku uciesze własnej, a także czytelnika, którego temat zainteresuje. Życzę miłej lektury.
Trwa ładowanie komentarzy...