O autorze
Wrocławianka. Absolwentka iberystyki i amerykanistyki na UW. Autorka książek: "Lubię być Polakiem", "Moja Europa da się lubić", "Polki na bursztynowym szlaku" i "Pożegnanie z Anglią" (jesień 2012). Była redaktor naczelna miesięcznika "Zwierciadło" (2006-2008). Prowadzi z Romanem Czejarkiem program "Raz lepiej raz gorzej" w telewizji TTV. Mama Tomka (11 lat) i Zosi (8 lat).

Refleksy

Gdy umiera miłość, to tak jakby zgasła świeca. Nie dawała dużo światła i nie można się było przy niej ogrzać, ale kilka godzin (albo 13 lat) można było spędzić patrząc na jej płomień. Co robić, gdy zgaśnie świeca?

Gdy już wiadomo, że nie da się jej ponownie zapalić? Można spróbować zapalić jeszcze jedną. Może potrzeba więcej tlenu w pomieszczeniu? Może należy czuwać, żeby nie było przeciągu? Przycinać knot? Chyba warto sobie przypomnieć kiedy ta poprzednia, nasza pierwsza świeca w nowym salonie, paliła się najjaśniej. Mnie wyszło, że wtedy, gdy na nią patrzyłam. Uwielbiam światło świecy i choć jest mi źle, gdy gasną na zawsze, wiem, że jestem stworzona po to, by patrzeć w ich płomień. Dlatego po jakimś czasie zapalam nową. Siadam. I patrzę.

Dzisiaj wiem, że można też inaczej. Można młotkiem rozbić na miazgę resztki nietrwałej świecy. Można wyrzucić ją do kosza, albo reklamować u Producenta. Można przysiąc sobie, że już nigdy i nigdzie nie zapalimy nowej świecy. Można pociąć i spalić wszystkie zdjęcia, na których widać choć najmniejszy nieelektryczny płomyczek. Można poprzysiąc zemstę na stearynie. Ba, to może być nawet dość wyzwalające: można nareszcie znaleźć w życiu misję, spożytkować swój talent organizacyjny, założyć Stowarzyszenie Rugujących Świece (w skrócie SRUŚ), pojechać na obóz terapeutyczny dla Ocalonych z Elementów Terroru (w skrócie OCET). Życie bez świec jest piękne i czyste, nic nie kapie, nie brudzi się, nie śmierdzi woskiem. Jest jasno i równo. Tego wszystkiego dowiedziałam się niedawno i przez chwilę wyobraziłam sobie swoje życie w OCCIE.

No bo w końcu ile razy można się zakochiwać? Czy ktoś nam za to zapłaci? Czy ktoś nam rozliczy poprzednie zaangażowanie? Czy ktoś chociaż tym razem da nam gwarancję na sukces? Nie. Dlatego jeśli dzisiaj Wam mówię, że warto, to musicie mi uwierzyć na słowo. Warto.
Trwa ładowanie komentarzy...